Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wnuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wnuk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 kwietnia 2014

Życiorysy - Wiktor Wnuk 1874-1927

Wiktor Wnuk urodził się w maju 1874 roku. Był synem Seweryna Wnuka i Marianny. Z nazwiskiem Marianny jest pewien problem, który dokładnie wyjaśniłem w oddzielnym poście pt. Chilecka, Galicka, Alicka, czyli jak źle odczytane nazwisko wyprowadza nas w pole. 
Z przekazów rodzinnych wynika, że miał pewien problem z ożenkiem. Otóż na jego ślub ze swą córka Aleksandrą, nie chciał się zgodzić jej ojciec Stanisław Prusinowski. Powodem tej niechęci był stan majątkowy Wiktora - brak własnej ziemi, gospodarki.  
Stanisław w końcu wyraził zgodę, pod warunkiem, że młodzi (lub sam Wiktor) wyjadą do Ameryki, gdzie zarobią na swój byt. Wg przekazów rodzinnych Wiktor i Aleksandra wyjechali do Nowego Jorku i  zamieszkali na Brooklynie. Tam  urodził się ich najstarszy syn, Bronisław. Niestety Aleksandra bardzo ciężko znosiła pobyt w Ameryce. Przekazy rodzinne mówią, że bardzo tęskniła za krajem i rodziną (....siedziała na schodach, płakała i ciągle się modliła....).  Wszystko to odbiło się na jej zdrowiu. W krytycznym momencie ważyła ok. 40 kg. Lekarze, którzy próbowali ja leczyć bezradnie rozkładali ręce. W końcu jeden z nich powiedział do Wiktora: chcesz Pan ratować żonę - zabieraj ją Pan z powrotem do kraju, my tu nic nie poradzimy.
Wiktor zdecydował się na powrót.
Tyle przekazów rodzinnych.
Dokumenty, do których udało mi się dotrzeć większość z tych rzeczy potwierdzają. Problem jest tylko z tym, że Wiktor do Ameryki wyjechał jako kawaler i nie z Aleksandrą tylko ze swą bratową Marianną. Podróż tą odbyli w 1899 roku. Wiktor mieszkał jako lokator u rodziny Nadolnych (Nadolskich). Więcej informacji o pobycie Wiktora w USA w poście Jak Wiktor z bratową Marianną do Ameryki płynął.

Tak więc nie wiemy, kiedy i gdzie Wiktor Wnuk i Aleksandra Prusinowska wzięli ślub.
Nie znam też dokładnie daty powrotu Wiktora (Aleksandry?) do Polski (Rosji). Na pewno było to przed 1912 rokiem, gdyż w tym roku w Niksowiźnie rodzi się ich syn: Antoni. Po powrocie z USA,
Wiktor, razem z rodziną Górskich, kupił 12 ha ziemi w Niksowiźnie, którą rodziny podzieliły na pół. Myślę, że do 1914 roku Wiktor z Aleksandrą oraz dwójką dzieci, jak większość mieszkańców tamtych okolic wiodła spokojne życie, ciężko pracując na własnej gospodarce. Zachowała się w pamięci ludzkiej pewna sytuacja, którą przekazał mi Bolesław Prusinowski (bratanek Aleksandry).  
Na moje pytanie: czy pamięta co starzy ludzie (lub jego rodzice) mówili o Wiktorze?
Opowiedział mi, że starsi mieszkańcy Niksowizny ze śmiechem wspominali Wiktora, jak z Ameryki wrócił z dość pokaźnym brzuchem, który mógł śmiało przed sobą na pługu kłaść. Jednak nie na długo bo w wyniku pracy na roli bardzo szybko wychudł.
- Tu nie Ameryka, tu się nie upasiesz - powtarzali ze śmiechem sąsiedzi. To na razie jedyna zasłyszana historia do jakiej dotarłem, odnosząca się do Wiktora.

Rok 1914 przyniósł ze sobą zawieruchę wojenna jakiej dotąd nie widział świat. Losy mieszkańców Niksowizny były bardzo ciężkie, nie tylko na konfiskatę plonów, bydła, trzody ale również ze względu na front, który utrzymywał się przez kilka miesięcy w okolicy wsi. W samej Niksowiźnie trwały walki co miało dla rodziny tragiczne następstwa o czym napisałem w oddzielnym poście.
W roku 1921 rodzi się trzeci syn Wiktora i Aleksandry - Franciszek (mój dziadek).
Początek lat 20-tych XX wieku to najprawdopodobniej mozolna praca nad  odtworzeniem  zniszczonej w czasie wojen gospodarki.
Wiktor uprawiał ziemię a Aleksandra oprócz wychowywania dzieci i pracy przy gospodarstwie, dorabiała jako krawcowa. To wszystkie informacje jakie udało mi się zebrać o Wiktorze.
Wiktor zmarł o 3 nad ranem, 13 lutego 1927 roku (wg niektórych relacji rodzinnych na gruźlicę). Zgon zgłosili: Franciszek Wnuk, lat 55 (brat Wiktora) i Franciszek Duda lat 33.  Wiktora pochowano na cmentarzu w Łosewie. Dziś trudno rodzinie wskazać to miejsce.
Mój dziadek nie pamiętał swego ojca (w 1927 roku miał 6 lat). Pamiętał tylko (jakby przez mgłę)  sam pogrzeb i obrączkę, którą ściągnął ojcu z palca.

piątek, 13 września 2013

cd. Los rodziny Wnuków ...........(lata 1915 -1920).


Lato 1915.
Po zwycięskiej ofensywie władzę  na podbitym terenie zaczęli sprawować Prusacy. Dokończyli rabunku rozpoczętego przez Rosjan.  Jego skala był wprost niewyobrażalna. Rekwirowano nawet przedmioty domowego użytku. Żołnierze poszukiwali miedzi, mosiądzu, aluminium - wyjmowali klamki z drzwi, drzwiczki pieców, moździerze i garnki nie zważając o to jak będzie żyć ograbiona ludność. Włościanie którzy stracili domy nie mogli ich odbudować gdyż władzę nad lasami przejęli Prusacy. 
Rodziny zaczęły mieszkać w wykopanych w ziemi dołach, prowizorycznie przykrytych deskami i słomą.  
Niemcy zaczęli nakładać podatki jeszcze dotkliwsze od Rosjan. Jeśli ktoś łudził się, że zaprowadzą ład i porządek bardzo się w swych rachubach pomylił. Niemcy czuli się całkowicie bezkarni, łamiąc prawo na każdym kroku. 
Głód na stałe zagościł w miasteczkach i wsiach. Biedniejsi żywili się zupą z wody zaprawioną garstką mąki, zbierano szczaw i pokrzywy, lebiodę by czymkolwiek zapełnić żołądek. Wielu umarło z głodu i chorób. Rozpoczęły się grabieże i wywózki mężczyzn do pracy w Prusach. 
Większość mieszkańców Niksowizny mieszkała  wtedy w ziemiankach oraz okopach frontowych, które przystosowano na prowizoryczne lokum. To właśnie od tych ziemianek (jam) pojawiła się nazwa Jamaki, określająca wioskę oraz jej mieszkańców jako tych co "żyją w jamach". Był czas kiedy określenie to uważane było za dość pejoratywne i niejeden używający tej nazwy, poczuł na własnej skórze siłę chłopaków z Niksowizny. Dziś myślę, że nazwa Jamaki raczej dodaje  kolorytu Niksowiźnie i powoduje bardziej uśmiech niż złość. 
Działania wojenny zmiotły też na trwałe, z krajobrazu Niksowizny, młyn na Skrodzie, który jeszcze na mapie z 1910 roku jest widoczny.
Zostały po nim tylko kamienie mielące, które nie wiedząc kiedy i jak znalazły się  się w jednym z gospodarstw.  
W listopadzie 1918 roku skończyła się I wojna światowa. Niemcy, przeczuwając, że ich rządy na tych terenach się kończą, zaczęli uciekać w stronę Jańsborga (Pisza). Tak opisują to nieliczne wspomnienia jak choćby te Ludwika Zakrzewskiego z 11 listopada 1918 roku
"...Sensacyjna wiadomość – jak dla nas – tu w Kolnie. Żandarmi uciekli w nocy z Polski, drałowali pieszo do granicy przez wieś Wincenta. Każdy miał pod pachą gęś, a co miał więcej tego nikt nie wie. W każdym razie paniczna ucieczka przeszkodziła wywiezieniu całego majdanu, jaki każdy miał w pogotowiu na wypadek ucieczki z Polski ...."

Polska odzyskała niepodległość. Do rodzinnych wiosek wracali żołnierze, przymusowi pracownicy, jeńcy i tzw. Bieżeńcy. Nikt jeszcze nie wiedział jaka będzie ta nowa Polska ale myślę, że wszystkich cieszyła perspektywa spokojnych czasów. Po wojnie ekshumowano Stanisława Prusinowskiego i przeniesiono jego szczątki na cmentarz w Małym Płocku.
Niestety na spokojne czasy trzeba było jeszcze poczekać. W 1919 roku wybuchła wojna polsko-bolszewicka. Powołano poborowych 
w tym niespełna 19-letniego Jana Prusinowskiego, który na froncie spędził 9 miesięcy.
Latem 1920 roku mieszkańcy Niksowizny musieli doświadczyć najazdu bolszewików i następnych grabieży. Dopiero po tej wojnie i okresie niepokoju związanym z zaprowadzaniem nowego porządku, można było myśleć o stabilizacji i normalnym życiu. Nasze rodziny zaczęły dźwigać z pożogi wojennej zniszczone domostwa. Stawiano skromne domu do których można się było przenieść z ziemianek i okopów. We wrześniu 1921 roku urodził się najmłodszy syn Wiktora i Aleksandry - Franciszek Wnuk, mój dziadek.


Dla ludności w Europie, Polsce, Niksowiźnie zaczął się nowy okres, 20- lecie międzywojenne.





Fragment mapy z 1910 roku z wyraźnie zaznaczonym młynem na rzece.





piątek, 6 września 2013

Los rodziny Wnuków i Prusinowskich w czasie I wojny światowej (do 1915 roku)

Przed wybuchem I wojny światowej życie naszych przodków w Niksowiźnie biegło utartym przez pokolenia szlakiem. Wiktor, Franciszek i najprawdopodobniej Mikołaj powrócili z Ameryki. Założyli rodziny, za zarobione pieniądze kupili gospodarki na których zaczęli wieść spokojne wiejskie życie.  Stali się gospodarzami na własnej ziemi, włościanami, na ówczesne czasy średnio zamożnymi.

W 1914 roku Antoni Wnuk, syn Franciszka i Teofili miał 7 lat. Jego przyrodni bracia Stanisław i Franciszek Aliccy byli starsi -   Stanisław miał ok. 17 lat a urodzony  ok 1895 roku Franciszek Alicki lat 19. Jemu to właśnie los oszczędził doświadczeń pierwszowojennych. Na początku 1914 roku Franciszek Alicki wyemigrował do Ameryki. Okres I wojny światowej to dla niego: czas pracy w USA, ożenku i przyjścia na świat jego syna Stanisława (Stanley'a). 

W rodzinie Wiktora i Aleksandry Wnuków młodszy syn Antoni miał 2 lata, starszy (wg przekazów rodzinnych urodzony w USA) Bronisław był od niego o kilka lat starszy. Rodziny mieszkały blisko siebie. Obok mieszkała też rodzina Stanisława i Marianny Prusinowskich, rodzice Aleksandry, żony Wiktora. 
Nastało lato 1914 roku.
Dla Europy to były dziwne czasy. Pełne napięcia i oczekiwania na zmiany, które nieuchronnie miały przyjść. Mało kto wtedy zdawał sobie sprawę jak tragiczne lata nadchodzą i ile ofiar pochłoną. Większość odczuwała pewną ekscytację i wiarę, że ewentualny konflikt przyniesie im zmianę  na lepsze. Co myślano i czy w ogóle zaprzątano sobie głowy takimi sprawami, w zagubionej pośród pagórków Wysoczyzny Kolneńskiej Niksowiźnie, oczywiście trudno odgadnąć.  Myślę, że ze względu na bliskość granicy rosyjsko-pruskiej niepokój był spory co niestety potwierdziły najbliższe miesiące. 
W sierpniu 1914 roku zaczął się konflikt zbrojny. Wojska rosyjskie wkroczyły do Prus Wschodnich gdzie zostały dość szybko pobite. Ich odwrót odbywał się w panice, która udzielała się ludności cywilnej. Część mieszkańców w trosce o swoje bezpieczeństwo oraz za namową władz udała się w głąb Rosji by tam przeczekać wojnę. Wiem, że część ludności Niksowizny też udała się na tzw. Bieżeństwo, skazując się na niebezpieczną tułaczkę po ogarniętej niepokojami Rosji.
Nasze rodziny najprawdopodobniej zostały na miejscu. Zaczął się bardzo ciężki okres: konfiskaty koni, bydła, płodów rolnych. W ciągu kilku dni ogołocono i spustoszono okolice.
Na początku 1915 roku Prusacy rozpoczęli ofensywą. W okolicach Niksowizny front stał od lutego do lipca. Najprawdopodobniej w tym właśnie okresie doszło do walk w samej Niksowiźnie. Z czasie jednej z nich zginął Stanisław Prusinowski, ojciec Aleksandry (mój prapradziadek). 
Wg relacji Bolesława Prusinowskiego, wnuka Stanisława, Prusacy w czasie jednej z potyczek z Rosjanami wpadli do domu Wiktora i Aleksandry. Tam zabarykadowali się i zaczęli ostrzeliwać. Rosjanie chcąc zmusić ich do ucieczki z domostwa wrzucili do sieni zapalony snopek. Sytuację tą zauważył mieszkający niedaleko Stanisław i wiedząc, że w piwnicy domu ukryci są ludzie w tym jego córka Aleksandra wraz z dziećmi - postanowił dać znać żołnierzom o cywilach i tym samym ratować najbliższych. Niestety do biegnącego Stanisława ogień otworzyli Rosjanie. Stanisław został ścięty kulami z karabinu maszynowego.  
Do śmiertelnie rannego Stanisława podbiegł jeszcze jego syn Jan (ojciec Bolesława), który chciał go ratować. Jednak ojciec zbolałym głosem powiedział mu by uciekał do domu bo i jego trafią.

Prusacy zorientowali się, że w piwnicy domu w którym przebywali ukrywa się ludność cywilna. Na chwilę przerwano ogień. Cywile wyszli z ukrycia. Aleksandra z dwuletnim Antonim na ręku i starszym Bronisławem, którego mocno trzymała za rękę, wybiegła z domu przez palącą się sień. Pozostali cywile, bojąc się poparzeń, uciekli przez okna. Dom Wiktora i Aleksandry spłonął. Kiedy tylko minęła strzelanina rodzina podbiegła do rannego. Niestety Stanisław Prusinowski już nie żył. Ze  względu na stojący w okolicy front pochowany został we wsi pod krzyżem.

Takie historie rodzinne przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Ja też usłyszałem ją od własnego ojca. Po wielu latach tą samą historie powtórzył mi mój daleki kuzyn Bolesław Prusinowski. Jego opowieść była oczywiście bardziej szczegółowa bo jego ojciec Jan był przecież  świadkiem tego zdarzenia. Mam nadzieje, że historia ta, dzięki też temu postowi, na trwale zostanie w  pamięci naszej rodziny.
cdn


Dom w Niksowiźnie na pocztówce pruskiej z 1915 roku. Myślę, że tak wyglądała większość domów w okolicach Kolna na przełomie XIX-XX wieku. Zdjęcie dostarczone przez  Bogusława Samula.

piątek, 5 kwietnia 2013

Mikołaj Wnuk, czyli co wiemy o bracie Franciszka i Wiktora.

Wiadomości o Mikołaju, synu Seweryna i Marianny są bardzo skromne. Mój dziadek Franciszek s. Wiktora, wymieniał go jako swego stryja, nic jednak więcej nie był w stanie o nim powiedzieć. Trochę światła na tę postać rzuca poniższy wypis

Indeks małżeństw parafia Poryte 1891
WNUK Mikołaj, syn Seweryna i Marianny Galickiej żeni się  z Marianną Tyszko, córką Jana i Katarzyny Kotowskiej, 18/1891.


Oczywiście musimy ostrożnie podejść do nazwiska GALICKA (wyjaśniłem to w oddzielnym poście "Chilecka, Galicka.......")
Nikt z rodziny nie zna kuzynów, którzy by byli potomkami Mikołaja. Brak wiadomości to też wiadomość, że rodzina ta albo nie miała potomków albo zamieszkała w znacznym oddaleniu i jej potomkowie nie mieli możliwości komunikowania się z krewnymi z Niksowizny. Udało się odnaleźć  pewien trop w USA, który wskazuje na to, że Mikołaj (podobnie jak jego bracia) wraz z żoną był w USA. Tym tropem jest lista pasażerów pewnego statku, który w 1899 roku przypłynął do Nowego Jorku.  Na liście tym widnieje Marianna Wnuk z informacją, że płynie do swego męża, który mieszka na Brooklynie. Jako miejsce swego zamieszkania w Polsce (wtedy jeszcze Rosji) podała wieś Niksowiznę, co by znaczyło, że po ślubie, który odbył się w parafii Poryte, małżonkowie zamieszkali w Niksowiznie. Stamtąd właśnie, najpierw Mikołaj, później Marianna wyruszyli do USA. 
Krytyka źródła dostępnej listy pasażerów tego statku zajmie mi jeszcze trochę czasu. Podróż Marianny i osoby jej towarzyszącej wraz z wszelkimi informacjami zawartymi w tym źródle zamieszczę w innym poście. Może więc Mikołaj z Marianną zostali na stałe w USA, podobny zamiar miał też Wiktor, którego do powrotu zmusiła choroba Małgorzaty  (przekazy rodzinne). Wysłałem już do kilku rodzin o nazwisku Wnuk,   mieszkających dziś na Brooklynie zapytanie o pochodzenie. Teraz pozostaje mi tylko czekać, może ktoś się odezwie.  
Jest też inny trop związany z krewną (siostrą Wiktora) zwaną Mikołajką, którą wymieniłem we wcześniejszym poście jako żonę Mikołaja Niedbały. Otóż wg Bolesława Prusinowskiego rodem z Niksowizny (obecnie mieszkańca Marek k/Warszawy) Mikołajka pochodziła z Porytego. Jeśli tak, to nie mogła być siostrą Wiktora tylko jego bratową, żoną Mikołaja Wnuka. Powiązanie z rodziną Niedbałów wzięło się stąd, że Mikołajka  zamieszkała u nich jako u krewnych męża.


Fragment listy pasażerów.  Pozycja 26 Marianna (Marjanna) Wnuk lat 30, zamężna, kraj pochodzenia Rosja, miejsce Niksowizna.

piątek, 1 marca 2013

Amerykański ślad dotyczący Seweryna Wnuka.


Przeglądając amerykańskie zasoby genealogiczne, prezentowane na stronie
www.familysearch.org,
natrafiłem na zapis, który być może dotyczy naszej rodziny. Zapis ten wymienia Stanisława (Stanley) Wnuka, ur. 1884 roku w Kolnie (lub okolicy). Otóż Stanisław był synem Seweryna (Sefery) Wnuka i Franciszki Skrockiej. Możliwości są dwie - albo w okolicach Kolna, w tych samych latach, żyło dwóch Sewerynów Wnuków albo jest to nasz przodek.
Jeśli zapis dotyczy "naszego" Seweryna,  znaczyłoby to, że przed 1884 rokiem zmarła jego pierwsza żona Marianna i Seweryn ponownie ożenił się. Drugą żoną była właśnie Franciszka Skrocka. Jest to oczywiście tylko ciekawa hipoteza,  którą na pewno dalsze dociekania zweryfikują.

Tego typu statkami podróżowali emigranci z Europy,
 w tym również z terenów obecnej Polski.
Na zdjęciu statek "Rotterdam" zbudowany przez Harland & Wolff Limited, Belfast, Irlandia Północna w 1878 r. Zabierał na pokład  920 pasażerów
 (70 pierwsza klasa, 850 trzecia klasa).

czwartek, 21 lutego 2013

Dzieci Seweryna i Marianny Wnuków.

Tak jak pisałem we wcześniejszym poście, Seweryn i Marianna to najstarsi znani nam przodkowie. Ich dzieci, w szczególności synów, wymieniają i wspominają  przekazy rodzinne. Gorzej jest z ich córkami, tu wiadomości są bardzo skromne. Post ten prezentuje stan wiedzy na dzień dzisiejszy, mam nadzieję, że w przyszłości uda się uzupełnić luki. Wymieniając dzieci podaje tylko najważniejsze informacje, szczegóły dotyczące poszczególnych małżeństw i osób zamieszczę w oddzielnym poście.
Synowie
Mikołaj, (ur. przed 1870) ożeniony z Marianną Tyszko
Franciszek, (ur. 1872) ożeniony z Teofilą Alicką, druga żona Anna Niedbała z domu Alicka.
Wiktor, (ur. 1872 lub 1874) ożeniony z Aleksandrą Prusinowską
Córki
imię nieznane, wyszła za mąż  za Mikołaja? Niezgodę
imię nieznane, wyszła za mąż za brata Mikołaja? Niezgody
przekazy rodzinne podają jeszcze jedną córkę, która po wyjściu za mąż mogła mieszkać w Borkowie lub Kątach.

Osobą mające więcej informacji na powyższy temat, proszę o kontakt.

sobota, 16 lutego 2013

Rody Wnuków w Polsce.

W Polsce  żyje przeszło 10 tyś osób o nazwisku Wnuk. Są wśród nich potomkowie rodzin mieszczańskich, chłopskich oraz szlacheckich. Ustalenie przynależności określonej rodziny, wymaga gruntownych badań genealogicznych dla każdej z nich. To opracowanie jest jedynie zbiorem informacji w większości o szlacheckich rodach noszących to nazwisko. Większość pochodzi z herbarzy oraz dostępnych opracowań.

Ród Wnuków pod różnymi herbami występował. Dom to starożytny i różne ich dokumenty wspominają. Najbardziej znana rodzina pieczętowała się herbem Jastrzębiec, a gniazdem ich były najprawdopodobniej Wnuczkowce w Małopolsce. Z tych to Wnuków pochodzą m.in. Wnuczkowie, którzy w Dobkach w ziemi bielskiej (Podlasie) zamieszkiwali, jak i na Litwie majątki mieli. Z tych Wnuczków jedna gałąź pod herb Larysza przeszła, i w ziemi przemyskiej i grodzieńskiej żyła w XV i XVI wieku. Niektórzy z nich zaczęli się pisać Wnuczkiewicz. Z Wnuczków bielskich powstała później rodzina  Dobkowskich.
Najprawdopodobniej z tych samych Wnuków była Jadwiga Wnukówna, która wyszła za Brzozowskiego herbu Korab, a syn ich Szymon, sprzedał w 1787 roku część wsi Brzozowie-Antony. Z Wnuków herbu Jastrzębiec, źródła wymieniają  m.in. Jana Wnuka (wojski Czewonogrodzki, który zmarł w roku 1523 i którego dokument Zygmunta I Starego wspomina). Rodzinę Wnuków podaje też Piekosiński jako zamieszkującą w XVI wieku, podlaską wieś Płonki-Roszki. Większość rodziny przyjęła później nazwiska Roszkowski (herb Rolicz) lub Płoński (herb Rola) i pod takimi nazwiskami wymienia ich Kapica Milewski.
Był też Wojciech Wnuk pochodzący z Solca z ziemi sandomierskiej, który przy protekcji biskupa przemyskiego Wawrzyńca Goślickiego adoptowany został do herbu Jelita z odmianą w klejnocie (między dwoma skrzydłami srebrny krzyż kawalerski) przez Jana Zamojskiego, wraz z nadaniem nazwiska Słowieński (rodzina używała również nazwiska Słowiński).
Była również pomorska rodzina Wnuków która się herbem własnym pieczętowała, tj. półksiężyc i gwiazdy w ilości od 1 do 7, a herb ten z nadania Zygmunta III pochodzi. Z nich to Lipińscy-Schurowie, Dąbrowscy i Ciemieńscy. Rodziny te posiadają różne odmiany tego herbu. W roku 1751 jeden z nich w dokumentach jako Andrzej Wnuk występuje inni nazwisko Wnuk jako przydomku używają np. Wnuk-Lipiński. Stare akta pomorskie wymieniają również Macieja Wnuka, który w roku 1570 opłaca pobór ze wsi Ciarnowa w powiecie tucholskim, który się herbem własnym pieczętował tj. krzyżem kawalerskim z ośmioramienną gwiazdą pod nim. 
Być może są jeszcze Wnukowie, którzy z rodziny Jastrzębskich vel Jastrzembskich z powiatu grójeckiego pochodzą. Akta mówią, iż Jan syn Stanisława z przezwiskiem Wnuk ma sprawę w roku 1564 z bratem swoim stryjecznym Janem, synem Mikołaja. Syn Jana, Mikołaj Wnuk zabezpieczył w 1569 roku na wsi Jastrzębia 200 kop groszy żonie swej Katarzynie z Widowskich. Synowie jego Florian i Joachim w 1599 roku nabyli część Jastrzębi i Strykowa, w województwie rawskim. Florian kwitowany w 1608 roku z posagu przez Wysotową. Walery syn Floriana sprzedał część swoją na Jastrzębi.
Są jeszcze inni Wnukowie ale nie sposób dojść, który z jakiej familii pochodzi. Był w XVI wieku niejaki Jan Wnuk współwłaścicielem wsi Kotki.
Rodzina Wnuków po całej Polsce zamieszkuje a i za granicą jest jej niemało. W Wielkopolsce przed II wojną światową dzierżawcą majątku Strzelewo był Wnuk, inny zaś Leon Wnuk był dzierżawcą Gleszczonek w powiecie Wyrzyskim, który do Izabeli Chłapowskiej należał. Właścicielem Chwałka, 107 ha majątku, w tym samym powiecie był Kazimierz Wnuk. Wnukowie mieszkali również w ziemi kolneńskiej na Mazowszu. Ta rodzina interesuję mnie najbardziej, gdyż jestem jej potomkiem i jej pochodzenie oraz historię badam.
Pochodzenie rodzin to w Polsce bardzo złożony problem. Osoby noszące to samo nazwisko mogą mieć korzenie szlacheckie, chłopskie, mieszczańskie a nawet żydowskie.
Dlatego informacji o własnej rodzinie powinniśmy oczywiście szukać w metrykach a nie jak to się często zdarza w herbarzach.